środa, 3 stycznia 2018

Niech Pani nie beczy, czyli dlaczego studiuję psychologię?

Studiuję zaocznie psychologię, w tej chwili jestem na drugim roku.
Od dziecka chciałam studiować ten kierunek, ale moje życie potoczyło się inaczej. Teraz wiem, że właśnie tak miało być - teraz jest TEN moment, ta uczelnia i Ci ludzie wśród których mam zdobywać wykształcenie. Wierzę, że wszystko w naszym życiu dzieje się tak jak powinno się dziać - nawet jeśli są to ciężkie przeżycia.
Dlaczego postanowiłam zostać psychologiem?
Ciągnęło mnie do tego zawodu od samego początku. Oglądałam chyba wszystkie filmy związane z tematyką chorób psychicznych, psychiatryków itd, czytałam mnóstwo na ten temat.
 Wreszcie moje życie skręciło w taki sposób, że sama trafiłam do gabinetu psychologa, a później na terapię grupową.

Spotkałam tam wiele przemiłych osób, poznałam historię ludzi - prawdziwe, nie ubarwione i szczere. Do tej pory tych ludzi wspominam bardzo miło, jednak pewna sytuacja, jak dla mnie nieprzyjemna, sprawiła, że decyzja o studiach została podjęta.
Jednym z prowadzących terapię był Pan D. Działał mi na nerwy od samego początku - typ cwaniaka z kpiącym uśmiechem na twarzy. Pomyślałam wtedy: "Boże, i to ma być psycholog?"
Na jego zajęciach miałam odegrać scenkę przygotowującą mnie do podjęcia pracy. Wyszłam na środek sali i po prostu dostałam blokady. Nie mogłam nic powiedzieć, ani zrobić, w uszach mi szumiało, a serce waliło jak młot.
Wybiegłam z sali i po prostu rozbeczałam się na korytarzu.



 

Pan D. przyszedł po chwili i usłyszałam od niego tylko jedno zdanie: "Niech Pani nie beczy"
Poczułam wtedy złość. Nie oczekiwałam jakichś teatralnych pocieszeń, ale wystarczyło proste pytanie "Jak się Pani czuje, czy da Pani rade uczestniczyć w terapii?"
Minimum szacunku. Taktu.
Po powrocie do sali dodał z przekąsem, że muszę być bardzo "odważna" aby w ogóle podejmować jakąkolwiek pracę.
Wtedy już poczułam wściekłość. To, że jestem pacjentką, to, że moje życie potoczyło się nie tak jak powinno i, że musiałam trafić do tego miejsca nie może oznaczać, że jestem przegrana i że nic już nie osiągnę.
Jaka to była motywacja dla innych pacjentów?
Że nie damy rady? Że wystarczy osiąść i nie próbować zmienić życia, bo i tak nie damy rady?
Nie dokończyłam terapii.
Poszłam do pracy, w której poradziłam sobie świetnie. Poszłam też na studia z mocnym postanowieniem udowodnienia wszystkim wokól, a przede wszystkim sobie samej, że dam radę, że zostanę dobrym psychologiem, który będzie pomagał innym, dawał motywację zamiast jej odbierać.
Udowadniam to już drugi rok i wiem, że osiągnę ten cel.




1 komentarz:

Jak upolować wilka czyli o samotności słów kilka

"Więc dzisiejszej nocy wzywam każdego astronautę, Wszystkich samotnych ludzi, o których zapomniał świat Jeśli słyszycie mój gł...